Życie.
Środa, 18.listopada.2009, 19:57
Życie...
...cierń przeznaczenia, które nigdy nie istniało, lecz był ktoś, kto bardzo pragnął, by było inaczej. Bo żyją na świecie tacy ludzie, którzy pragnęliby w to wierzyć, jednak czasami po prostu nie mają już na to sił. Nie tylko na wiarę czy też nadzieję... Nie mają i na samo życie...
Pytasz, jak jest ze mną?
Nieźle.
Zapewne tak bym odpowiedziała, jeśli nic byś dla mnie nie znaczył, jeśli bym Cię nie znała, nie lubiła bądź nie szanowała. Jednak są tacy ludzie, dla których odpowiedź najczęściej stosowana byłaby inna. Zamiast "nieźle", powiedziałabym "w porządku", zamiast "chujowo", wolałabym stwierdzenie "tak sobie". Czemu to robię? Zapewne dlatego, że mówienie komuś o tym jak Ci jest źle i jakie spotykają Cię nieszczęścia, nie sprawia tej osobie radości, a ja nie żyję po to, by uszczęśliwić siebie kosztem innych, bynajmniej.
Czasami, a może i częściej nie zaley mi na samej sobie, na tym co będzie dalej. Nie myślę o swojej przyszłosci, wiem, że będzie ona podła, albo w miarę znośna. Moje życie to nie bajka zakończona Happy Endem, to nie komedia pełna szczerego śmiechu, ale to też nie dramat. Nigdy nie jest na tyle źle, by nie mogło być gorzej...
...a przecież moje życie dopiero co się zaczęło...
Nastrój:
tagi:
Wolność.
Niedziela, 8.listopada.2009, 02:28
* Po długim czasie udało mi się wymazać Cię ze swojej pamięci, a raczej z pewnej jej części. Nie stanowisz już dla mnie większego problemu, zminimalizowałam go do granic moich możliwości. Szczerze powiedziawszy wiedziałam, że jestem silna, ale nie zdawałam sobie sprawy z tego, że aż tak.
Zaskoczyło mnie, nie Twoje, a moje zachowanie. Dosłownie z dnia na dzień zapomniałam o Tobie, o swoich marzeniach i planach z Tobą związanych, o wspólnie spędzonym czasie, o jesiennym uniesieniu, w postaci choćby przyjaźni lub czemuś bliskiemu owemu uczuciu. Z początku sięgałam pomocy, potrzebowałam psychologa, nawet go znalazłam. Prawdę mówiąc, był to przypadek, ale ja, jako osoba wierząca w przeznaczenie, uwierzyłam i w to, że może jednak nie ma mowy o przypadku? Może po prostu powinnam spróbować? Jak powiedziałam, tak też się stało. Dzień przed tym napisałam wiersze. Dwa wiersze, o uczuciu do Ciebie, o moim nastawieniu do całej tej szopki i o moim osobistym odbiorze Ciebie, Twoim zachowaniu i byciu. Właśnie wtedy wylałam chyba całe uczucie jakie do Ciebie żywiłam. Zostawiłam je na kartce żółtego, wyciętego w kwadrat, sklejonego papieru, potem u psychologa, którego tak naprawdę nigdy nie było, bo relacje między mną a nim nie doszły do skutku, nie utrwaliły się na nagraniu. Wyrzuciłam to z siebie i stałeś się obojętny mej osobie, stałeś się nikim, przestałeś być, egzystować, istnieć... W ogóle nie żyłeś. Oczywiście dla mnie, nie dla świata i bliskich Ci osób. W końcu nadal gdzieś widniałeś tylko tak jakby... Nie u mnie? Jakoś tak, po prostu przegrałeś z moimi myślami. Czasami, rzecz jasna, zdarza mi się myśleć o Tobie i tęsknić, jednak to nic mi nie daje. Nie czuję już silnej nostalgii czy też nadmiernego szczęścia gdy się odezwiesz. Nie mam potrzeby słuchania Twojego głosu, patrzenia w Twoje oczy, czytania tego co piszesz. Zbędne mi to i do życia niepotrzebne, choć nie sądziłam, że kiedykolwiek nadejdzie taki dzień, a nawet dni, w których będę mogła z czystym sumieniem powiedzieć, że Cię nie potrzebuję. Jednak teraz jest właśnie tak i mimo iż wiem, że nadal jest Ci to obojętne, to wiedz, że mi też zaczęło być to takim i że niełatwo teraz to zmienisz... O ile w ogóle byś chciał, w co niezmiernie wątpię.
Tak więc jak widać, siła jest nam niezbędna do przetrwania i nawet jeśli upadamy, potrzebujemy jej by wstać i na nowo walczyć o swoje...
Nastrój:
tagi:
Od jakiejś chwili, może kilku godzin, może paru dni, zastanawiam się, co takiego mnie do Ciebie przyciągało? Jakiś niewidzialny dla mnie magnetyzm będący w Tobie, Twój wygląd, charakter, Twoja sztuczne zachowanie? Tak, sztuczne, bo nie było ono "Twoje". Tak naprawdę było to wyimaginowane, niestety... zdałam sobie z tego sprawę w pewnej chwili, gdy tak się zastanawiałam.
Wiem niewiele i z taką wiedzą chwilowo pozostawię swoje myśli, by stopniowo nasycać je nowymi informacjami, nowymi przemyśleniami, do których dojdę samodzielnie i do których pomogli mi dojść inni. Tak, szukałam pomocy, bo wiedziałam, że sama niczego nie rozpocznę, bo nie miałam sił, ani woli, by zacząć, bo chciałam Cię takiego jakim jesteś czy też byłeś dla mnie osobiście. Dobrze wiesz, i ja już też wiem, że to nie Ciebie pragnęłam, nie Ty byłeś moim sercem, moim głosem, smakiem i spojrzeniem. To był ktoś, kogo sama wykreowałam, opierając się na Tobie i biorąc Cię jako "podstawę" do kogoś, kogo mogłam pokochać i na kim potrafiłam skupić swoje skryte marzenia.
Co mnie w Tobie urzekło?
Od jakiegoś czasu zadaje sobie to pytanie, a może dopiero od godziny zastanawiam się nad tym? Nie był to wygląd, przecież początkowo go nie miałeś. Nie był to również Twój głos, na którego dźwięk moje ciało nie zareagowało. W ogóle. Nie wzruszył mnie, nie poruszył, nie zachwycił. Nie zakochałam się w nim, nawet nie zrobił na mnie wrażenia... Czasem ankieterzy mieli bardziej pociągający głos, więc... Co było w Tobie? Co sprawiło, że stałam się Twoją umysłową niewolnicą? Czy były to tylko i wyłącznie liczby jak i kilka słodkich słówek? Niczego innego nie pamiętam. Byłeś słodki, ale i kłamliwy. Niezdecydowany. Nadal taki jesteś, wiesz o tym i ja o tym wiem, jednak tworząc kogoś dla siebie, zlikwidowałam te gorsze cechy, które zawsze mnie irytowały.
Teraz wiem, nie do końca dzięki samej sobie, ale też dzięki komuś, kto spróbował mi pomóc i któremu całkiem dobrze to wyszło, ... Nie Kocham Cię i nigdy nie Kochałam. Lubiłam mówić, że jest inaczej, pisać to i myśleć tak. Być może nawet pragnęłam tego, dla ukojenia własnych myśli? Nie wiem, nie potrafię siebie zrozumieć, nie przychodzi mi to z łatwością.
Dziwne jest jednak to, że pomimo całej tej dość realnej wiedzy, nadal pragnę poznać Twoje ciało, czuć językiem każdą bruzdę na nim, każdą słodką zmarszczkę mimiczną na Twojej twarzy. Smakować Twoich ust, muskać nimi nagi tors, dotykać Cie i czuć podniecenie, pieścić każdym ruchem swojego ciała, poczuć Twój język, zasmakować w ślinie i podniebieniu, poczuć słony smak rozpalonego ciała, bladej skóry... Jednak nie chcę dać Ci siebie, nie chcę byś mnie miał, byś dotykał.
Wiem już znacznie więcej o Tobie i o swoich myślach. To nie byłeś w nich Ty, nie Ty zaszczycałeś mnie w nocnych i popołudniowych snach, w pięknych marzeniach o jakich jedynie mogłam śnić... Więc pokaż mi teraz swoją prawdziwą twarz. Pokaż mi jaki jesteś naprawdę, bo takim jakiego Cię chciałam widzieć, nigdy nie byłeś.
Nastrój:
tagi:
N.
Sobota, 10.października.2009, 14:17
Może kiedyś, dawno dawno, myślałam o nas jak o jedynych istotach żyjących na ziemi. Potrafiłam dostrzec pustkę, światła gasły, dźwięki cichły pod naszym rozkazem. Milczałeś, tak długo pozostawiłeś mnie bez odpowiedzi, że zaczęłam usychać... Ale żyłam. Żyłam nadzieją zastygłą we mnie, żyłam kim innym, z wiarą, że Ty kiedyś wrócisz, że wytłumaczysz mi to wszystko, czemu odszedłeś, tak cicho, tak bez słowa.
Zniknąłeś z mojej pustki zabierając ze sobą słodką melodię własnego głosu, swój ból i rozterki. Zabrałeś mi siebie, brutalnie, z okrutnym słowem wyjaśnienia.
Odszedłeś.
Stanęłam w ciemnej pustce, a świat dalej się kręcił, dźwięki zaczęły zwiększać swoją głośność, otoczenie nabierało barw, zapachów, kształtów... Zasłaniało mi Ciebie, zapomniałam.
Jednak Ty wiedziałeś kiedy mi o sobie przypomnieć. Wróciłeś jak pies z podkulonym ogonem, bo u innej Ci nie wyszło, choć ja inaczej Cię odbierałam, bo tak chciałam. Bo nie pragnęłam widzieć Cię w swych oczach jako dzieciaka, który nie wie co chce, jako głupiego gówniarza, którym inni Cię nazywali.
Wtedy, jak i teraz, nie wierzyłam w ani jedno Twoje tłumaczenie, nie chciałam wybaczyć... Wybaczyłam. I nagle znów świat się zatrzymał, światła zgasły, kształty zniknęły. Widziałam Ciebie i tylko Tobą żyć chciałam. Na zawsze, tylko Ty i Ja, tylko my razem. Na zawsze, bo przecież nigdy mnie nie zostawisz... Czyż nie tak mówiłeś? Pamiętam to jak dziś, zupełnie jakbyśmy jeszcze wczoraj rozmawiali, a przecież nie rozmawiamy od tygodni, miesięcy. Nie masz na to ochoty?
Bo lubiłeś do mnie mówić, ale nagle przestałeś?
Ponieważ nie chcesz? Nie możesz?
Dlatego, że obietnice straciły ważność?
Powiedz mi, co się w nas zmieniło? Co zmieniło się w Tobie?
Ukradłeś mi serce, ukradłeś mi marzenia, ukradłeś własne obietnice składane na moim ciele... Czego jeszcze chcesz ode mnie? Bym wróciła? Wróciłabym, na każde Twe zawołanie. Bo bez Ciebie jestem pustką, bo bez Ciebie nie mam życia... Bez Ciebie jestem ślepa, głucha, niema... Zabrałeś mi siebie, zabrałeś mi mnie samą. Zabrałeś wszystko.
Żyję Tobą, wiesz o tym, a jeśli nie... Proszę, usłysz mój płacz w strumieniach pustki własnego pokoju. Usłysz go, bo mowę straciłam wraz z Tobą i tylko to mi pozostało...
Nastrój:
tagi:
Tak po prostu. Bo Ty tak lubisz, bo nie masz nic do stracenia, bo ja i tak tutaj będę. Dlatego nie ma Cię bardzo długo, potem mnie unikasz nieświadomie, tak mówisz, a potem znów wracasz myśląc, że przecież nic się nie stało... Tylko skąd możesz wiedzieć, co się stało, skoro Cię tu nie ma? Co prawda byłeś zawsze gdy Cię potrzebowałam, gdy musiałam powiedzieć kilka gorzkich słów, gdy szeptałam słodko i gdy płakałam boleśnie, jednak wiele się zmieniło, mimo iż chciałbyś być tym, co wie najlepiej, rozczaruję Cię - niczego nie wiesz. Nie masz pojęcia kim jestem, jaka jestem, czemu w ogóle tutaj jestem. Cóż, nie zastanawiasz się nad tym, bo Ci to nie robi różnicy. Tak więc czy mi nie powinno robić różnicy Twoje imię? Owszem, powinno, ale jednak... Nie jestem Tobą, nie jestem taką ignorantką do osób Twego pokroju, nie będę taka jak Ty, ale i wiem, że Ty nigdy nie będziesz taki jak ja. Może to i lepiej, bo nie zniosłabym drugiej takiej osoby jaką sama jestem, jednak gdyby Ci zależało na czymś więcej niż na tym, co możesz ode mnie wyłudzić, na co patrzysz i co przyprawia Cię o ekstazę i zawrót głowy, gdybyś zobaczył i chciał dojrzeć i zbadać mój spaczony umysł, może wtedy, choć na kilka minut byłbyś w stanie powiedzieć, że jednak mnie kochasz? Och, nie, skądże znowu! Nie chodzi mi o miłość, o tą prawdziwą, w którą nie wierzę, chodzi mi o same uczucia, a nie głupie i puste pożądanie... Czemu tylko tak potrafisz na mnie patrzeć? Czemu czasami nie patrzysz na mnie wcale, a potem znowu patrzysz... Czy to koło przestanie się kręcić? Biorąc pod uwagę to, co widzę, ono już się nie kręci. Stanęło w martwym punkcie między tęsknotą a nienawiścią, choć tej drugiej jest zbyt mało, by mogła rozkwitać. Pielęgnować jej już nie chcę, nie podoba mi się to, przestało z dnia na dzień, w sumie było to wtedy, gdy napisałam, ale Ty jak zwykle mnie skasowałeś, usunąłeś na zawsze...? Pytam samą siebie, ale do Ciebie odezwać się nie chcę, nie chcę pytać, nie chcę znać odpowiedzi. Moja odpowiedź mi wystarcza, nawet jeśli jest kłamliwa, nawet, jeśli zabijam nią swoje chaotyczne myśli i nawet wtedy, gdy one zaczynają się układać... Nie chcę wiedzieć. Wiedza jest zła, jednak jeśli chodzi o szczerość nie ma nic lepszego. Może jakby niektórzy byli wobec nas szczerzy od samego początku, nie stracilibyśmy ich? Może, choć jestem prawie, że pewna, nie odeszłabym w niebyt własnego życia... Może... Choć spekulacje nigdy mi nie sprzyjały.
Nastrój:
tagi:
Uch?
Wtorek, 4.sierpnia.2009, 17:15
Cisza niczym kara boska otoczyła mnie swą niewidzialną dla nikogo poświatą. Zatoczyła koło i uwięziła. Dręczące myśli, puste nadzieje, poczucie winy...ludzkie sumienie pełne grzechu i wstydu. Jak wiele człowiek może znieść? Ile potrafi ścierpieć by zaznać spokoju...ile poświęcić? Samobójstwo to jedno z najgorszych sposobów jakie było można kiedykolwiek wybrać. Jest to wybór ostateczny, całkowicie bez powrotu. Nie da się cofnąć takiego czynu. Nie da się zwrócić ludzkiego życia. Nic się nie da...błądzisz w pustce zastygłego wieku i tkwisz w nim - mimo, iż po nim już dawno nie ma śladu.
Nie cofniesz czasu, nigdy nie zawrócisz. Nie zmienisz tego, co mógłbyś zmienić za życia. Masz dwa wybory - umrzeć albo żyć. Jeden z nich daje nowe możliwości i szansę na dodatkowe wybory, jednak wtedy za każdym razem los podsunie Ci jeden, ten jedyny, który może przesądzić o całej reszcie. Warto czasem zastanowić się nad tym - czego chce od siebie? - a nie nad tym - czego inni chcą ode mnie...?
Ludzie bywają okrutni. Czasem zastanawiam się czy nie są potworami w ludzkiej skórze. Czasem - myślę, czy to nie jest sen. Ich okrucieństwo wobec drugiej osoby przekracza cienką granice umysłu, sprawia, że niepokój w nas narasta, obawiamy się, bo czy warto ufać?
Teraz się mówi - jeśli ufasz to jesteś naiwny. Czemu nie ma nic o osobie nieufnej? Mówi się tylko, że zawiodła się, zaznała okrucieństwa, a przecież...przecież to wszystko tkwi w nas samych, tylko i wyłącznie w nas. Czy gdybyśmy nie byli okrutni, skrzywdzilibyśmy kogoś?
Znając życie - tak -, ale czy ktokolwiek z nas je zna?
Nastrój:
tagi:
Lay&html
Wykonała: Pozia. Więcej na: Twój blog. Zdjęcie: stąd Tekst: In Bloom.